W dniach 23-28 listopada 2020 odbyły się rekolekcje online zatytułowane „Zobowiązania naszą szansą na dojrzałość w Chrystusie”. Rekolekcje poprowadził ksiądz Kamil Bachara wraz z małżeństwami. Uczestniczyło w nich, w zależności od dnia, dwadzieścia pięć/dwadzieścia dziewięć rodzin z Rejonu Cork, obejmującego południe Irlandii oraz kapłani.

Dzień zaczynaliśmy od Jutrzni, która była dla nas wielkim darem i radością wspólnotowej modlitwy. Wieczorem były głoszone konferencje, świadectwa i „co najważniejsze” wprowadzaliśmy teorię w praktykę.

Bezpośrednio po zakończeniu rekolekcji, w niedzielę 29 listopada, przeżywaliśmy Adwentowy Dzień Wspólnoty, którego tematem był Nowy Człowiek, nowe życie. Członkowie Ruchu Światło-Życie z całej Irlandii oraz osoby z Polski łączyły się dzięki transmisji internetowej z kościoła ojców Augustianów w Cork. Wysłuchaliśmy konferencji, spędziliśmy czas z Jezusem na Namiocie Spotkania i uczestniczyliśmy w Eucharystii. Spotkania w grupie odbyły się w kręgach poprzez program zoom.

 

Konferencja ks. Kamila  z Adwentowego Dnia Wspólnoty:

 

Wielkie Bóg zapłać księdzu Kamilowi i wszystkim rodzinom zaangażowanym w przygotowania oraz przebieg rekolekcji i Dnia Wspólnoty. Chwała Panu. 

 

Zapraszamy Was serdecznie do przeczytania świadectw z tego niezwykłego czasu łaski Pana, który wspólnie przeżyliśmy!

 

 

 

Świadectwo pierwsze:

Na samym początku chcemy bardzo podziękować za samą możliwość uczestnictwa w tych rekolekcjach. Tak się złożyło, że kilka tygodni wcześniej nasz krąg się rozwiązał i tym samym nie należąc do DK, nie mielibyśmy możliwości uczestnictwa w tych spotkaniach. Jesteśmy wdzięczni za tą szansę każdemu z Was.

Pamiętam pierwsze nasze spotkania w DK. Nie wiedzieliśmy tak naprawdę czego się spodziewać, co robić i co mówić? Mieliśmy nadzieję, że poznamy sympatycznych ludzi. Co do tego się nie pomyliliśmy. Jako że zaczynaliśmy bez okresu pilotażowego, poznawaliśmy wszystko z każdym kolejnym spotkaniem. Samo określenie “zobowiązania” nigdy nie budziły u nas pozytywnych emocji. Brzmiało to jak przymus do robienia czegoś wbrew własnej woli. I tak też było. Niejednokrotnie trzeba się było nam przymusić do wypełnienia coraz to nowych zobowiązań. Niejednokrotnie pojawiała się niechęć do spędzania czasu na coś, co nie zawsze szło tak jakby się chciało. Brak koncentracji, zmęczenie lub też inne roztargnienia czy obowiązki osłabiały dobrą wolę. Ale skoro zdecydowaliśmy się być w DK, trzeba było walczyć z tymi zniechęceniami, aby w końcu po upływie czasu zacząć dostrzegać prawdziwe owoce czytania i rozważania słowa Bożego, modlitwy rodzinnej i małżeńskiej, czy w końcu tej osobistej sam na sam z Bogiem. Dialog małżeński wydawał się być czymś niezrozumiałym do końca. Jak większość myśleliśmy, że wystarczająco dużo ze sobą rozmawiamy, więc co tak naprawdę można jeszcze dogadywać. Po zapoznaniu się na czym to ma polegać, okazało się, że to coś nowego co z pewnością może umocnić nasze małżeńskie relacje.

Nie zawsze wszystko się nam tak udaje jakby mogło być. Są dni lepsze i gorsze. Dlatego tak ważne dla nas było słuchanie świadectw. Chcieliśmy się dowiedzieć, jak to wygląda u innych par. Czy mają podobne problemy? W jaki sposób sobie radzić i jak realizować poszczególne zobowiązania? Dopiero z biegiem czasu zaczynamy zauważać, że te “zobowiązania” tak naprawdę stają się takimi “szansami”, a nawet darami, które w jakiś cudowny sposób zmieniają nas w domu, pracy czy rodzinie. Przemieniają duchowo, ale i zewnętrznie. Dzięki tym rekolekcjom, mimo całej tej sytuacji związanej z pandemią, udało nam się chociaż na te kilka dni zbudować ogromny most, który połączył wielu wspaniałych ludzi szukających Boga u siebie w rodzinie, małżeństwie czy społeczeństwie. Na te kilka chwil pokonaliśmy tego wirusa, aby znowu razem podzielić się swoimi doświadczeniami ze spotkań z Chrystusem w swoich małych społecznościach. Jezus wiecznie żywy, mimo że fizycznie nie jesteśmy w stanie się spotkać, każdy z Was dał świadectwo o jego nieśmiertelności.

Świadectwo, którego nikt tak naprawdę nie wykrzyczał, ale można je było wyczytać z każdej twarzy na tym małym ekranie. Przecież po coś tam byliście. Zapewne nikt nie z obowiązku. Dlaczego? Odpowiecie sobie sami.

Jak wspomnieliśmy wcześniej, nasz krąg się rozwiązał na początku nowego roku formacyjnego. Miło nam było dostać zaproszenie do uczestnictwa w tych rekolekcjach. Mimo, że nie jesteśmy już w DK, nie zaprzestaliśmy wypełniania zobowiązań. Dokładamy dużo starań, aby kontynuować to, co przez ten czas w wspólnocie udało nam się nauczyć i osiągnąć. Może to brzmi dziwnie, ale dopiero teraz wiemy, jaką prawdziwą wartość ma DK. Dostrzega się to dopiero gdy się to traci. Z zazdrością patrzyliśmy na Was wszystkich. Nie zdajecie sobie sprawy, jak wiele macie. Niektórzy może nawet myślą, że im nic nie wychodzi z tymi zobowiązaniami, że nic nie rozumieją. A może Jezusa czasami trzeba kochać w tej niewiedzy i niezrozumieniu, takim jakim jestem, czy Ty jesteś. Nie narzekaj. Jesteś tam potrzebna, potrzebny bez względu na to, czy jesteś w czymś lepszy czy gorszy. My z pewnością byśmy zostali, gdybyśmy mieli taką możliwość.

Tak wiele by można napisać, ile nam dał ten krótki czas we wspólnocie. Jednym z piękniejszych darów jest Krucjata Wyzwolenia Człowieka. Każde zobowiązanie kryje w sobie wiele wartości, które ciągle na nowo odkrywamy. Myślę, że pokora jest tym, czego nam na co dzień brakuje. Zbyt dużo żądamy od siebie i innych.

Dziękujemy Wam wszystkim z całego serca za wielki dar przebywania wśród Was i chociaż przez krótki czas, to dla nas osobiście bardzo owocny. Można by powiedzieć, że zagarnęliśmy dla siebie największą część tych darów jakie leżały na tym skromnym stole Domowego Kościoła, wśród różańców, Pisma Świętego i świecy. Czasami zastanawiamy się jak by to było, gdyby Jezus zasiadł przy stole pośród nas w taki fizyczny, widoczny sposób? Jaka by była nasza reakcja, modlitwa czy refleksja? Może ktoś teraz pomyślał, że przecież On tam jest i co z naszą wiarą? Dokładnie tak... co z naszą wiarą? Gdyby ona była choćby jak ziarnko gorczycy...

Z pokorą dobry Jezu pragniemy przyjmować każdy nowy dzień i wszystko co nam on przyniesie. Dziękujemy Ci Panie za każdą chwilę, którą nam dałeś przeżyć w Domowym Kościele. Dziękujemy za dary, które wniosłeś w nasze życie w tym pięknym czasie. Czekamy na nowy, kolejny dzień. Tylko czy zechcesz Jezu znowu jutro wczesnym rankiem obudzić nas na kolejny Różaniec? Kto wie? Może już ostatni.

Kochani kończąc chcemy zaznaczyć, że to co napisaliśmy jest naszym świadectwem i używając sformułowania “nasze, nas” dotyczy to tylko nas, jako małżeństwa piszącego o swoich przemyśleniach czy refleksjach. Nie odwołuje się ono do innych i nie ocenia nikogo z Was w żadnym przypadku. Jesteście piękni, bo stworzeni na obraz i podobieństwo samego Boga!

Szczęść Boże!

Krzysztof i Marzenka

 


Świadectwo drugie:

Chcę bardzo podziękować za zorganizowanie rekolekcji, dzięki którym mogłam spojrzeć na ZOBOWIĄZANIA nie jako przykry obowiązek, tylko faktycznie jak to ks. Kamil nazywa- SZANSE, PIĘKNY DAR. Dziś widzę jak wiele czasu straciłam bez sensu całkowicie. Ale dziękuję też Jezusowi za to, jaki jest cierpliwy i jak ze mną pracuje. Jak mnie kształtuje i daje czas. 

Jesteśmy małżeństwem 9 lat, rodzicami czwórki dzieci. Nasza przygoda z Domowym Kościołem rozpoczęła się 5 lat temu. Przeszliśmy kolejne etapy formacyjne, ale na tym w moim przypadku stanęło. 
 
Ostatnio zaczęłam na prawdę czuć się jak taka "czarna owca" naszego kręgu. Wiele razy mówiłam do męża, znowu spotkanie, może odpuśćmy. Język książeczek formacyjnych jest dla mnie odpychający. Wiele razy mam wrażenie jakbym miała zamknięty umysł na to co czytam. Nie mam też czasu na Namiot Spotkania i czytanie Pisma Świętego. Pozostałe części w miarę wychodzą, głównie dzięki mężowi. Zadbał też o regułę życia, ale bez jakiegoś szczególnego wysiłku z mojej strony. Ciągle się usprawiedliwiałam, też trochę słusznie, że nie wyrabiam czasowo, że nasze dzieci są absorbujące, nigdy nie odpuszczają mimo próśb, by dali chwilę odpocząć. Mam tak dużo do ogarniania w domu, a czasu mało, gdy starsze dzieci są w szkole. Czasami też mówiłam Jezusowi, wybacz samo się nie zrobi.

Ale podczas rekolekcji usłyszałam, że reguła życia nie może być za łatwa i też za trudna. Musi być w pewien sposób wymagająca na miarę możliwości. Dlatego też postanowiłam, że jak tylko będę mogła pójdę do kościoła na krótką modlitwę.

Podczas ostatniej kwarantanny fajnie się złożyło, że najmłodsza córeczka miała drzemkę zaraz po Mszy w naszym kościele. Starałam się wychodzić z nią na spacer tak, by dotrzeć do kościoła, gdy drzwi już będą otwarte. 
 
I padło kolejne zdanie z rekolekcji - Namiot Spotkania najlepiej przed tabernakulum. To cudowne jak Jezus zadbał sam o tę szansę dla mnie. A rekolekcje to dodatkowo potwierdziły. Zaczęłam od bardzo małych kroków z aplikacją "5 minut z Bogiem. Modlitwa na każdy dzień". Czytałam psalm, Ewangelię i krótkie gotowe rozważanie. Może gotowiec, ale czasem słowo i interpretacja były zaskakujące.

Wraz z rozpoczęciem adwentu zaczęłam korzystać z książeczki "Modlitwa Ewangelią na każdy dzień". Z tą pozycją rozważanie ułatwiają naprowadzające zdania, pytania do każdego wersu.

Mam nadzieję, że z czasem odważę się na bardziej osobiste, samodzielne spotkanie z Jezusem.

Zachwyca mnie też to jak Bóg posługując się trudami, czy słabościami doprowadza do dobra. W adwencie zaczęłam czytać dzieciom dziecięce Pismo Święte, które w każdej opisanej historii ukazuje analogię z ofiarą Jezusa. Pomyślałam wtedy, fajnie by było równolegle czytać właściwe Pismo Święte, ponieważ najstarsza córka zadaje bardzo dużo pytań i zawstydza mnie czasem to, że nie zawsze potrafię jej odpowiedzieć. Pochłonęła mnie ta lektura całkowicie. A Księga Rodzaju szczególnie pokazuje jak człowiek kombinuje i się usprawiedliwia, a i tak Bóg postawi na swoim.

Chwała Panu za te piękne natchnienia, ciężką pracę ks. Kamila i pozostałych osób zaangażowanych w rekolekcje, dzięki którym nawet takie trudne i oporne owieczki jak ja dostają kolejną szansę. Polecam się modlitwie, by nie był to zmarnowany dar.

Chwała Panu!

Ola

  


Świadectwo trzecie:

Szczęść Boże!

Zostałem poproszony o napisanie świadectwa.

Będąc absolutnie szczerym, moja reakcja była natychmiastowa: nie, to nie dla mnie, nie będę się wygłupiał, nie jestem święty, niech inni napiszą. Jednak proszący był niezwykle subtelny i delikatny. Pozostawił mi dyskretną furtkę, przez którą mogłem się bez żadnych konsekwencji wycofać. Ja jednak postanowiłem jej nie zamykać i odpowiedziałem: daj mi czas do namysłu, jutro dam odpowiedź. Nazajutrz rano uświadomiłem sobie kto do mnie zadzwonił i nie śmiałem odmówić... To był Duch Święty, który w swoim stylu zapukał do mojego serca, poprosił mnie abym dał świadectwo o tym, jak Jezus poprzewracał mój świat do góry nogami.

Jestem mężem i ojcem szóstki wspaniałych dzieci.

Moje małżeństwo w ostatnich kilku tygodniach przechodzi/ło prawdziwy kryzys, który weryfikował każdy aspekt mojego dotychczasowego, wydawało się Bożego życia. Sytuacja, w której się znalazłem dosłownie wypędziła mnie na pustynię, na której byłem tylko ja i moje ego. Nie było tam miejsca dla Żony, której nie poznawałem i nie rozumiałem. Możecie się domyślać Kto tam był i Kto spokojnie na mnie czekał.

On cały czas był przy mnie, czuwał i działał, kiedy tylko się na te działanie otwierałem.

Zaczęło się od rekolekcji w formie online, dla mnie szczególnie trudnej poprzez warunki jakie panują w naszym niezwykle głośnym domu. Były to pięciodniowe rekolekcje o zobowiązaniach. Z góry dla mnie przegrane, ponieważ zaczynały się o godzinie 21, a jest to czas mojego snu, ponieważ wstaję codziennie o 4:30. Postanowiłem się jednak nie poddawać i zawalczyć.

Każdego kolejnego dnia, tych wydawało się oczywistych tematów poruszanych na zoomie, zauważałem braki i zaniedbania w moich zobowiązaniach, które pośrednio, lub bezpośrednio doprowadziły mnie do kryzysu w jakim się znajdowałem. Byłem po nich zaorany duchowo, a zarazem fizycznie poprzez deficyt snu, którym były okupione.

Pan Bóg działał dalej. W dzień po zakończeniu rekolekcji, tak zupełnie przypadkowo :), rozpoczął się Dzień Wspólnoty. Tematem był Nowy Człowiek - nowe życie. Postanowiłem zaangażować się w stu procentach. Oddałem wszytko co miałem.

Wszystkie zranienia, nieuporządkowane pragnienia, oddałem swoje ego. Podpisałem Krucjatę członkowską, wchodząc w przyjacielską umowę z Jezusem, który obiecał mi pomoc w odzyskaniu mojej ukochanej Żony, mojej rodziny, którą czułem, że po kawałku tracę. Przypomniałem sobie podczas Namiotu Spotkania jak to jest być dzieckiem, dzieckiem Bożym, które ma wszytko. Może brzmi to banalnie, ale cytując klasyka to jest genialne w swojej prostocie! W Nim jest moje odkupienie! Tworzymy jedno w Nim! A kiedy ty Krzysztofie, zaczynasz szukać w swoim małżeństwie „głupiej” sprawiedliwości poddajesz się działaniu złego, więc odpuść, przeproś. Jesteś moim dzieckiem, więc jako Ojciec proszę cię idź i przeproś.

Modlę się. Moje małżeństwo kwitnie, moja Żona okazuje mi uczucia i namiętność o których zapomniałem. Trud się opłacił. I chciałbym teraz krzyczeć chwała Panu! Jezus Żyje! Z radością dwudziestolatka wdzięcznego łaski, którą otrzymał w ciągu tego tygodnia. Ja jednak wolę być dzieckiem Bożym, które jak to dziecko, nie zawsze słucha Taty, ale ma pewność, że Tata czeka z otwartymi ramionami pełnymi Ojcowskiego zrozumienia i miłosierdzia!

Chwała Panu!

Krzysztof Świtoń

 

 

Comments powered by CComment

Ostatnio dodane